tusiaq blog

Twój nowy blog

Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści,
Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści

Juliusz Słowacki, „Kordian”

Chata sławnego niegdyś czarnoksiężnika Twardowskiego w górach karpackich- przy chacie obszerny dziedziniec- dalej skały- w dole bezlistne bukowe lasy. Ciemność przerwana błyskawicami. ONA czesze włosy i śpiewa...

ONA

spieszyłam szepcząc cicho twoje imię
przez śniegi do nieba wysokie
przebiegłam zimę
szłam każdym krokiem miarą taką
że gdybyś śledził moje kroki
przeszedłbyś lato
i gdzie prowadzą te pory roku
jedyne co mi przyszło ujrzeć- cień zapomnienia w twym oku

ON wchodzi

ON

zasnąłem mocno
i mam wrażenie jakbym przespał lata
i nie wiem wcale czy chciałem się budzić
tak oderwany od świata
ktoś mnie uwięził w tych snu pętach
kim był już nawet nie chcę pamiętać
wiosna i jesień… cóż ja mówię
to tysiąc wiosen i jesieni
i gdzież prowadzą te pory roku?
świat wcale się nie zmienił

dostrzega Ją

ja… proszę wybaczyć
bo ja… zbłądziłem w gąszczu nocy
a pani? cóż to może znaczyć
panią spotkałem szukając pomocy

uśmiecha się zawadiacko

pozwoli pani że przez morze mroku
podążę pani dotrzymując kroku
w każdej sekundzie gotów na pomoc ruszyć

ONA (pod nosem)

tego nie zapomniałeś, tym czarem
lody i skały można kruszyć
każdej z twym każdym wielkim małym słowem
odbiera mowę

ON

słucham? doszło mnie chyba ciche przyzwolenie
pozwoli pani, mam pochodnię, rozproszę cienie

ONA (pod nosem)

pozwoli pani, tak, lecz pani
na swoje oczy się zaklina

grzmot przeszywa nocną ciszę

w tej pani Pani się odzywa
nie da ci wtargnąć do swej duszy
choćbyś i bryłę świata ruszył
ta Pani będzie
cokolwiek zrobisz
dla ciebie chłodna jak zima

ON

cóż znowu? pani szepce do siebie
czy do mnie może choć dosłyszeć nie umiem

znacząco mruga

chodźmy już lepiej grzmi coraz bliżej
za moment lunie

bierze ją za rękę i prowadzi stromą ścieżką w stronę dziedzińca

P.S. w ten weekend jedziemy z Marcinem do Holandii na jakiś czas, nie wiem jeszcze konkretnie na jak długo. to tylko tak… jakby ktoś się kiedyś zastanawiał gdzie zniknęłam.

…się żarzy, rzęsy mi parzy…

rzeczywiście, dawno tu nie zaglądałam…:)
witam państwa po krótkiej przerwie, spowodowanej zakłóceniami natury psychicznej :P mój umysł został zdominowany przez ciało obce ;)

jestem, jestem z powrotem- bo zaczyna się jesień, samotność i długie, depresyjne wieczory :) co oznacza, że będę potrzebowała miejsca do wykrzyczenia światu, że cierpię :P he…

10 miesięcy z Marcinem stuknie 15th, przez ten czas dużo się we mnie zmieniło. poznałam inną stronę siebie, rzeczy, o które bym się nie podejrzewała ;), wiele cech, o których nie miałam pojęcia… zakochałam się jak wariatka, a najdziwniejsze jest to, że każdego dnia zakochuję się od nowa. może brzmi to banalnie i tandetnie, ale nie potrafię określić tego inaczej :) po prostu wstaję rano, moją pierwszą myślą jest Marcin, uśmiecham się do siebie i dopiero wtedy mogę zacząć normalny dzień.

może przesadzam z dalekosiężnymi planami, wręcz… dokońcowymi :P ale tak czuję! i utwierdzam się w tym za każdym razem gdy jesteśmy sami, cieszę się z Niego jak dziecko. jest moim Najlepszym Przyjacielem, potrafi mnie rozbroić jak nikt na świecie, mimo tego, że jest gburem i malkontentem ;) coraz bardziej otwieram się na Niego, wpuszczam Go do środka, do miejsc mojej duszy, do których do tej pory dostęp mieli bardzo nieliczni.

teraz już na szczęście przeszłam do porządku dziennego z tym, że myślę o Nim cały czas, i potrafię to pogodzić z innymi czynnościami i myślami :P na początku było to trochę trudne do opanowania :P wiecie co… każdemu życzę takiego uczucia :) może niekoniecznie takiego gbura :D ale uczucia :) bo ja jestem coraz bardziej odporna na Jego marudzenie, ale myślę, że niewielu by tak potrafiło :P

a teraz z innej beczki…

matura się zbliża wielkimi krokami… obiecałam sobie w tym roku 100% frekwencję :) no chyba, że będę obłożnie chora, bądź stanie się coś wyjątkowo ważnego :) jak na razie nie załapałam żadnej pały, ale nie chcę zapeszać ;)

w piątek idę na koncert Maleńczuka z Waglewskim w ruinach teatru :)
a tak przy okazji…
***
pilnie poszukuję kamery cyfrowej na jeden wieczór!
***
mój Pan Maleńczuk zagra dla mnie koncert, no nie wytrzymam :D

w niedzielę miałam iść na Pidżamkę do wiatraka, to ich ostatnia trasa koncertowa :(, no ale niestety- po pierwsze nie mam hajsu, po drugie- w poniedziałek mam egzamin na prawo jazdy… :| wyczekany, wytęskniony przez Rodziców, ale, szczerze mówiąc nie wiem, co z tego wyjdzie…

w sobotę Marcin jedzie znowu na jebane saksy. dwa miesiące. nie będę się rozwodzić nad problematyką, aczkolwiek szanowni państwo ];> ujrzą na własne oczy (ten, kto będzie miał pecha i akurat mnie przypadkiem spotka) mój stan psychiczny, bo podejrzewam- nie bezpodstawnie- że będzie wyzierał z każdej części ciała. uwaga, staję się wampirem energetycznym mniej więcej do grudnia, radzę pozostać w domach.

w listopadzie (23) Gienek z Far East Bandem we WrocLoviu :) can’t wait… bilety już zaraz będą zaklepane, pakujemy się z Justynem w auto i jedziemy :) natomiast moi informatorzy wczoraj raczyli powiadomić mnie, że w wyżej wymienionym WrocLoviu dnia 17 listopada 2007 odbędzie się koncert ANTOSIA- kisiel w majtach! przeprowadzam się do WrocLovia!! :P no centralnie, będzie SOK Z DUPY. za przeproszeniem. już nie mogę usiedzieć na miejscu jak o tym pomyślę…

no to nic, Panowie i Panie, zapraszam na kolejną odsłonę Przygód Świnki Martynki- już niebawem ;)

no i jak zwykle Gienek zrobil pogrom :))

…12 days left :* to juz malutko :)… nigdy wiecej, nigdy, PRZENIGDY Kochany :>

what i am….

1 komentarz

Host unlimited photos at slide.com for FREE!

1 komentarz

MNoxjRk8qj9iqbkGuwDVJZUsNhnfHCO2.jpgnK0cIkX73T-jt2uiT69uz8_fZ0cRDYOt.jpg0Js3cd32sT94C3L9NoKy80fi7CXG3x5l.jpg

codzień wdycham świat bo na to liczę
ze rosną mi płuca i wszystko ma swoje granice…

pieprzona huśtawka nastrojów. nigdy się od niej nie uwolnię.

uśmiech się schował za zasłoną strachu, tęsknota opętała myśli, i wszędzie te puste miejsca…
często mam wrażenie, że za sekundę oszaleję…


wyłączam światło z naiwnością wierząc
że ten gest przyćmi kontrastowe myśli
i nawet wino odmawia współpracy

nie liczę godzin bo już nie mam siły
nawet sekundy ciągną się bez końca
przed snem policzę
roztrzaskane zegarki

jesteś?…

czuję się, jakby mi ktoś zgasił światło…

/so fuckin in love :D … ;*/

saha

3 komentarzy

jako ze moj blog najwyrazniej zyje wlasnym zyciem nie wyswietla sie do konca jakze sarkastyczny komentarz sahy :P dlatego idac jej w sukurs coby sie nie zapowietrzyla (bo nalegala goraco bym go mimo tego umiescila jakos w celu zawiadomienia o mej naturze szerszej publicznosci)- oto on :D :

Odcinek z serii „Nasza Martynka to zmienna dziewczynka” zatytułowany „I teraz mi to mówisz?” Starring: Martyna Ja (Saha) Wstając rano jak zawsze wyraziłam pod nosem moją niechęć do zorganizowanej edukacji. Weszłam na gg i napisałam do autorki niniejszego bloga: (<— – momenty na które należy zwrócić szczególną uwagę) ja 7:14:16 idziesz dzisiaj do budy? martyna 7:14:35 IDE <————- martyna 7:14:41 saha przestan martyna 7:14:43 po co Ci to ja 7:15:35 nie chce mi sie isc dzisiaj martyna 7:15:52 no to stara jak chcesz….. martyna 7:16:02 nikomu sie nie chce martyna 7:16:12 szkola to nie jest opcja <– martyna 7:16:14 mozliwosc <—— martyna 7:16:20 rozrywka , tylko obowiazek ja 7:16:36 i know martyna 7:16:46 w teorii moze i tak martyna 7:17:00 a praktykujesz inaczej <—- martyna 7:17:02 ide martyna 7:17:04 jow ja 7:17:06 cya Do szkoły jednak dotarłam z braku lepszego zajęcia. Martyna spóźniła się, usiadła w lawce i mówi: M: O jednak jesteś…. (otwiera torbę i wypakowuje się) Ja(widząc podręcznik do angielskiego): Nie mamy angielskiego. Dzisiaj wtorek. M: Teraz mi to mówisz?! (jakby to była jakas nowość) Ja (niby od niechcenia): Wiesz że mamy dzisiaj kartkówke z niemieckiego? M: I TERAZ MI TO MÓWISZ?! Moment kulminacyjny -drastyczna zmiana porannego nastawienia. Ja: Mówiłam żeby nie iść dzisiaj…. ale Ty mnie nigdy nie słuchasz M: Po matmie idziemy! Ja: Teraz to sobie sama idź downie. M: No ale Saha no chodź….no (tonem jakbym jej nie wiem czego odmawiała ale i tak poszłam ) Reszta dnia szkolnego: -Hemi: plotki ploteczki i ‚dyskurs’ na temat: „Dlaczego ludzie słuchają kiczu kiedy jest reggae?” i pare innych spraw (zostaje wyróżniona ujawnieniem paru szczegółów dotyczących życia autorki bloga o których nie mówi wszystkim) -Mexico Bar: to co wyżej + nachos Martyna wybiera palcem resztkę sosu z talerzyka Ja: Fuj…. M: Znowu możesz czuć się wyróżniona, nie robie tego przy wszystkich….. (zaszczyt mnie wręcz kopnął. To wszystko nie ma większego związku w notka na blogu, ale obiecałam Ci że napisze. Bedę Ci to wypominać jak zawsze przez najbliższy czas („szkola to nie jest opcja, mozliwosc, rozrywka, tylko obowiazek’) a także to że śmiałaś nazwać MNIE wredną małpą…. S.

3 komentarzy

*
straciłem słońce!- ktoś wykrzyknął w tłumie
i nagle wszyscy zaczęli przyspieszać
straciłem słońce…-to pewnie z obawy
że niewidomi prątkują
*

huśtawka nastrojów, jak zwykle… z przewagą złych emocji… a ktoś kiedyś mi napisał, że mój blog jest tak pełen uśmiechu i radości…

nie wiem, czy wyjdę z tego dziwnego stanu ducha- trwam w nim od kilku miesięcy. zostawiłam za sobą wiele rzeczy, które kiedyś były dla mnie ważne. wielu ludzi, których uważałam za bliskich. to akurat raczej postęp na drodze do siebie- jednak walczę o to, żeby nie stracić z rozpędu ludzi naprawdę ważnych…

m.m mi ostatnio zarzucił, że ucichłam. że już nie jestem taka „fajna” i wygadana. wiem o tym świetnie, braciszku. i nie wiem, czy mi z tym dobrze, czy źle… zaczęłam słuchać, obserwować, analizować, wyciągać wnioski. stoję z boku- może dlatego, że już wyrwałam się z towarzystwa, dla którego byłam atrakcją imprezy. moje milczenie jest skutkiem ubocznym pewnych decyzji…
ja już poprostu nie mam ochoty.

robie sie zimna i wyrachowana… czy tak mialo byc? martyna- taktyka na kazda okazje? kazde slowo obmyslane w ten sposob zeby wywolac dlugofalowa reakcje… dla moich korzysci badz zebym miala czyste sumienie…. sama sie usprawiedliwiam wszystkim co przyjdzie mi do glowy, to jakbym perfumowala kupe :/ nie wiem juz co jest prawda a co gra… a wam to kolo dupy lata bo mozecie sie posmiac z moich odpalow, nawet nie potrzebujecie mojego zdjecia do albumu kiedy juz sie rozstaniemy bo nie wnioslam nic do waszego zycia… nauczylam sie bardzo wiele od tych ktorzy mnie zostawili za soba i za to jestem im wdzieczna mimo ze nic dla nich nie znaczylam, ale czy tak bedzie cale zycie? czy dla wszystkich mam byc chwila? ktora czasem wydaje sie trwac wiecznie ale potem po fakcie po zimnej kalkulacji okazuje sie, ze bylam jak podmuch wiatru ktory wygial zdzblo trawy- ktore kiedy ustaje wiatr, wraca na swoje miejsce…
wiecie, moze to tez ma jakis sens- zycie od zdzbla do zdzbla… tylko jak na razie… go nie odnalazlam.

moim sensem jest szukanie sensu.

do tej pory w kolko, bezustannie, oby nie na zawsze.

relativity

3 komentarzy

1.

hop hop, ambicjo, gdzie się schowałaś?? i kiedy…

wróć, proszę, bo same kłopoty bez ciebie :(

2.

są słowa, które tylko czekają, by je wypowiedzieć… szukają szczeliny w mojej skorupie, chcą się wydostać… kilka już znalazło wyjście, a reszta się jeszcze obija o ściany. i przebiją się, obiecuję, że się przebiją, tylko nie potrafię powiedzieć, kiedy…

a czas… czas jest naprawdę względny…

3.

już prawie w domu… :) jeszcze kilka mało znaczących niedociągnięć…

„keep on” :*


  • RSS